Narodowe czytanie z Danielem Olbrychskim 

Drugi weekend miesiąca. Słoneczne wrześniowe popołudnie. Szesnaście minut po godzinie siedemnastej, a pana Daniela Olbrychskiego nadal nie ma. Może się rozmyślił? Może się gdzieś zgubił? Różne pomysły przychodzą nam do głowy, jednak w końcu, z niespełna półgodzinnym opóźnieniem, jego czarne subaru zajeżdża na parking przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Golinie. Jeszcze tylko dwie minutki na odświeżenie się w łazience po podróży i możemy rozpocząć narodowe czytanie! Pan Daniel zaczyna krótkim monologiem, informując nas o tym co robił dziś rano, a potem odczytuje wybrany fragment ,,Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego, co jakiś czas komentując przedstawione w tekście sytuacje i przytaczając związane tematycznie anegdotki z własnego życia. Później czyta także rozdział ,,Potopu” Henryka Sienkiewicza, wspaniale gestykulując i modulując głosem. Opowiada nam o swojej ogromnej miłości do koni i jeździectwa, a zapytany o to, jak wspomina współpracę z Angeliną Jolie, odpowiada:
 
,,O niektórych aktorach mówimy, że „gwiazdorzą”. To są słabi aktorzy, którzy ciągle marudzą i tylko udają, że grają. Angelia jest prawdziwą gwiazdą. Kilka razy pomyliłem się w tekście i musieliśmy grać ujęcia jeszcze raz. Przepraszałem ją za to, a ona tylko się uśmiechała i nawet jej brew nie drgnęła, że coś jest nie tak. Po tym właśnie poznaje się prawdziwą gwiazdę.”
 
            Wreszcie przyszedł czas, na który wszyscy czekali. Cały tłum ludzi rzucił się w kie-runku pana Olbrychskiego, oczekując autografów, zdjęć i choć krótkiej rozmowy. Ale czasu było mało, ludzi cała masa, a Daniel Olbrychski tylko jeden! Dzielnie i z zawrotną prędkoś-cią składał podpisy na podtykanych mu przez fanów kartkach. W tym natłoku znalazł też chwilkę, aby odpowiedzieć na moje pytanie.
 
JA: Co było najtrudniejszą rzeczą, której musiał się pan nauczyć specjalnie do filmu?
 
DANIEL OLBRYCHSKI: To było dosyć niedawno, w jednym z ostatnich filmów. Musiałem nauczyć się tekstu po rosyjsku, z rosyjskim akcentem. To było nie lada wyzwanie…
 
Każdemu odpowiadał z pasją i szczerością. Swoją autentycznością i poczuciem humoru uczynił  to popołudnie niezwykłym i niezapomniany przeżyciem. Sprawił, że tegoroczne narodowe czytanie zyskało kolejną cząsteczkę wyjątkowości.
 
Alicja Tomaszewska, 1g
 
Wywiad z Sonią Bohosiewicz
 

 
Alicja Tomaszewska: Dzień dobry.
 
Sonia Bohosiewicz: Dzień dobry… Cisza! Wywiad jest! (śmiech)
 
AT: Pytanie numer jeden-stres. Jak pani uważa? Czy z każdym kolejny wystąpieniem jest on coraz mniejszy?
 
SB: Nie nie…
 
AT: Czy łatwiej jest sobie z nim poradzić, gdy jest się już doś-wiadczonym, ma się długoletni staż?
 
SB: Myślę, że tu jest jeszcze co innego. Stawka rośnie. Czym jes-teś dalej, czym człowiek jest starszy, tym bardziej orientuje się ile ma do stracenia i boi się, bo powiedzmy sobie szczerze, zawód aktora jest nieobliczalny. Nieobliczalny w tym sensie, że jakby się na przykład piekło chleb, to jak ten chleb wyszedł ci już tysiąc razy, to umówmy się, wstajesz w środku nocy i wiesz jak się go robi. A tutaj za każdym razem rola jest inna i zastanawiasz się ,,Jezu, jak ja to zrobiłam, że mi wyszło?”
 
AT: Jak dostała się pani na swój pierwszy plan filmowy? Przypa-dek, po znajomości, casting?
 
SB: Więc słuchaj, nie było castingu. Chodziłam do studia aktors-kiego Doroty Pomykały Art Play w Katowicach i pani Dorota wzięła nasze zdjęcia i pokazała je panu Jerzemu Stuhrowi, żeby wziął kilka osób. Najprawdopodobniej od razu dała mu parę kon-kretnych osób, a nam przekazała, że to pan Jerzy nas sobie wybrał. Widocznie najbardziej rokujące osoby chciała wysłać do filmu, żebyśmy zobaczyli jak się czeka, jak się denerwuje, jak się gra przed tą kamerą. Żebyśmy zobaczyli czy to jest naprawdę to co chcemy robić w życiu.
 
AT: Uważa pani, że w obecnych czasach konieczne jest ukończe-nie szkoły aktorskiej lub teatralnej, aby grać filmach, być aktorem?
 
SB: To nie jest konieczne. Znam wiele osób, które nie skończyły szkoły filmowej i grają w filmach. Nie mam o to pretensji, są bar-dzo utalentowani. Są też osoby, które chodzą na różne kursy. Jest oczywiście łatwiej wejść do tego świata, jeżeli jest się w szkole teatralnej czy filmowej, bo wtedy pedagodzy cię znają, polecają. Znam też ludzi, którzy ukończyli szkoły, ale nie powinni uprawiać tego zawodu.
 
AT: Ma pani dwóch synów. Zauważa pani, żeby ciągnęło ich do aktorstwa?
 
SB: Jeden ma sześć lat, drugi dziewięć. Nie wydaje mi się, żeby ciągnęło ich do aktorstwa.
 
AT: Jak ich koledzy reagują na to, że mają sławną mamę?
 
SB: Moi synowie chodzą do prywatnej szkoły i to że jest mama aktorka to chyba nic szczególnego, ponieważ jest też tata prezes, tata sportowiec, były rajdowiec… Poza tym oni jeszcze tego nie "ogarniają", że mama jest w telewizji, że to jest coś wyjątkowego. Myślę, że z tym dopiero się zmierzą, jak będą starsi, gdy zaczną czytać jakieś niepochlebne komentarze w internecie i zrobi im się przykro. Na razie uważają, że to jest naturalne.
 
AT: Chciała pani kiedyś zagrać w jakimś filmie produkcji Hollywood?

SB: Nie znam na tyle języka, żeby grać w Hollywood, więc nigdy o tym nie marzyłam. (śmiech)
 
AT: Lubi pani śpiewać?
 
SB: Bardzo lubię! Nawet wolę śpiewać niż grać!
 
AT: Myślała pani kiedyś o zakończeniu kariery aktorskiej? Ma pani jakąś alternatywę co by potem pani chciała robić?
 
SB: O niczym innym nie myślę, tylko żeby robić coś innego także oprócz aktorstwa, na wypadek, gdyby nadszedł moment kiedy nie będzie chciało mi się już grać albo będę czuła, że to już nie jest dla mnie, że to przeskakuje moje możliwości fizyczne. Od kilku lat nieustannie myślę, co jeszcze innego mogłabym robić.
 
AT: Jako widz woli pani chodzić do kina czy do teatru ?
 
SB: Lubię i oglądać filmy i chodzić do teatru, nawet na złe spektakle… o dziwo (śmiech) Ale złych filmów oglądać nie lubię.
 
AT: Lubi pani czytać książki?
 
SB: Bardzo lubię! Lubię oglądać filmy i seriale, i grać w gry komputerowe! Lubię robić wszystko to, żeby nie pracować... (śmiech)
 
AT: Dziękuję za wywiad.
 
SB: Dziękuję.
 
 
 
NASZE KANAŁY